– To miała być szkoła ćwiczenia zarówno mięśni, jak i charakteru – zapewnia projektant – i pod tym kątem była budowana.

Zimą bywa tu chłodno jak na dworze, co akurat nie stanowi przeszkody dla zapaleńców z Tuszowa i okolic. A ponieważ często zachodzi obawa, że zimna stal przyklei się do dłoni i tym samym uczyni ćwiczenie niezbyt przyjemnym, więc wszyscy ćwiczą w rękawiczkach i nie narzekają na warunki.

Od samego początku klub miał dwudziestu członków, w tym sześciu policjantów z komisariatu w Lubawie, bo akurat tam idea ćwiczeń siłowych znalazła najlepsze zrozumienie. Poza tym niektórzy uczestnicy treningów okazali się wręcz „zarażeni” kulturystyką, o czym najlepiej świadczy fakt, że do Tuszowa fatygowali się aż z Lubawy, bo akurat tam mieszkali. Gdy zbliżał się czas treningu, a autobusy o tej porze nie kursowały, pasjonaci pokonywali pięciokilometrową trasę pieszo i to niezależnie od pogody. Ani mróz, ani deszcz czy zaspy na drodze nie stanowiły dla nich przeszkody.

Początkowo sprzęt do ćwiczeń próbował robić sam Zbyszek. Konstruował go w domowej sypialni, ale gdy pod ich ciężarem zarwała się podłoga, mama bezlitośnie wyeksmitowała syna do pomieszczeń gospodarczych. Na szczęście, dla człowieka tej miary co on nie była to przeszkoda uniemożliwiająca kontynuację dzieła.

Jego preferowanym ćwiczeniem jest wyciskanie odważnika o wadze 17 kg. Już od 14 lat dzierży tytuł mistrza Lubawy w tej konkurencji, a nie jest to na pewno zabawa, bo sztuka polega na „prawdziwym” wyciskaniu, czyli takim, podczas którego nie ma mowy o uginaniu nóg w kolanach ani skracaniu zakresu ruchu. Sędziowanie jest za każdym razem bardzo restrykcyjne, a nieprawidłowe wyciśnięcie odważnika zostaje natychmiast odliczane. Ostatnio na przykład jednemu z uczestników zawodów nie zaliczono 35 wyciśnięć. Zawodnik napracował się jak nigdy przedtem, niestety, nie tak, jak powinien. Rekord Zbyszka to 67 razy.

Na placu przed siłownią zalega szeroki asortyment sprzętu strongmańskiego. Gdy policzy się koszty, jakie właściciel tego całego „bałaganu” poniósł na realizację młodzieńczego kaprysu, to wychodzi ponad sto tysięcy złotych. Tak się szczęśliwie złożyło, że realizacją Zbyszkowych zamówień była miejscowa firma „Intek”, która bardzo życzliwie traktowała kulturystyczne pasje zapaleńca.

Spis treści

Pasjonaci z wielkiego podwórka – kulturystyka cz.1

Pasjonaci z wielkiego podwórka – kulturystyka cz.2

Pasjonaci z wielkiego podwórka – kulturystyka cz.3

Komentarze
Załaduj więcej podobnych artykułów
Załaduj więcej Redaktor
Załaduj więcej Jakie to trudne

Jeden komentarz

  1. […] 1 minutę temu Pasjonaci z wielkiego podwórka – kulturystyka cz.2 […]

Dodaj komentarz

Sprawdź też

Lubisz uniwersalne rozwiązania? Podnośnik hydrauliczny będzie idealny.

Cenimy sobie uniwersalność. Wiele osób w swoim życiu ceni uniwersalność. Na pewno wśród sa…