Tuszowo koło Lubawy na Warmii. Wioska, jak wiele innych, ale istnieje tam coś, co wyróżnia ją spośród podobnych wiosek. To klub kulturystyczny o niesamowitym „wystroju” wnętrza.

Coś takiego trudno byłoby wypatrzyć gdziekolwiek indziej. Na 70 metrach kwadratowych mieści się tyle sprzętu, ile w normalnych warunkach dałoby się ustawić na powierzchni czterokrotnie większej. To rodzajowe zagęszczenie sprzętu na każdym kroku wytworzyło niesamowitą atmosferę, jaka towarzyszy ćwiczącym tu osobom. Tutaj po prostu chce się ćwiczyć, bo jeżeli już człowiek raz wejdzie na salę, to musi doskonale lawirować, żeby z powrotem trafić do wyjścia. Jest tu wszystko, czego potrzebuje młody człowiek, aby urzeczywistnić swoje sny o potędze.

Twórcą tego fantastycznego klubu dla pasjonatów jest Zbigniew Kowalkowski, syn gospodarza z Tuszowa, z zawodu policjant (sierżant sztabowy), z zamiłowania entuzjasta sportów siłowych.

Już jako dziesięciolatek rozpoczął treningi w klubie zapaśniczym w niedalekiej Lubawie, bo akurat w tym mieście zakorzeniła się kiedyś taka tradycja sportowa. Stąd wywodzi się Jacek Fa-fiński, późniejszy srebrny medalista olimpijski z Atlanty. Zbyszek uprawiał zapasy przez 5 lat, praktycznie rzecz biorąc do momentu, gdy trochę za długo zapatrzył się na plakat z sugestywnym wizerunkiem Arnolda Schwarzeneggera.

Widok muskularnej sylwetki mistrza stał się momentem zwrotnym w jego życiu.

Był rok 1988, gdy po raz pierwszy wycisnął sztangę chałupniczej produkcji w pozycji tak „bardzo leżącej”, że bardziej już by się nie dało. Po prostu na podłodze, bez żadnych podstawek i bez podłożenia czegokolwiek pod plecy, żeby nie czuć kanciastej twardości desek. Ale już w niedługi czas później znacznie udoskonalił swoją przymiarkę do ciężaru -między dwa krzesła włożył grubą deskę i okrył ją kocem. Prawdziwy luksus! Już wtedy zamarzyła mu się siłownia pełna przeróżnego sprzętu do ćwiczeń.

Budowanie sali, w której dałoby się zrealizować marzenia, rozpoczął wiele lat później, gdy uskładał tyle pieniędzy, ile było potrzeba na zakup najprostszych materiałów budowlanych. I tak siedem lat temu na prywatnym gruncie Kowalkowskich wyrosło coś, co na pewno nie miało „powabu” fitness-gymu z kolorowych magazynów kulturystycznych, ale miało ściany i dach. Ponieważ uczestnikami ćwiczeń miała być okoliczna młodzież, a zatem osoby na pewno nie rozpieszczane przez życie, tak więc architektoniczny projekt Zbigniewa Kowalkowskiego nie przewidywał żadnych udogodnień typu łazienka, kaloryfer czy nawet piec.

Spis treści

Pasjonaci z wielkiego podwórka – kulturystyka cz.1

Pasjonaci z wielkiego podwórka – kulturystyka cz.2

Pasjonaci z wielkiego podwórka – kulturystyka cz.3

Komentarze
Załaduj więcej podobnych artykułów
Załaduj więcej Redaktor
Załaduj więcej Jakie to trudne

Jeden komentarz

  1. […] 2 minuty temu Pasjonaci z wielkiego podwórka – kulturystyka cz.1 […]

Dodaj komentarz

Sprawdź też

Ubezpieczenia grupowe – odwołanie od decyzji PZU

Jak odwołać się od decyzji PZU w przypadku ubezpieczenia grupowego? O umowie ubezpieczenia…